Szukaj
  • Miłosz Zaremba

Ayahuasca cz. 1

Cześć wszystkim!

Chcę podzielić się z Wami niesamowitą historią, którą przeżyłem pod koniec lipca. Zdarzenie to odmieniło moje życie i wprowadziło na niezwykle ciekawą i magiczną ścieżkę, którą kroczę z niepohamowaną przyjemnością i radością.


Zdecydowałem się podzielić moją historię na 3 części – będzie dużo czytania, mam sporo do opowiadania, haha. :) Ta część odpowie na pytania: co, gdzie, jak, kiedy i dlaczego. Następna będzie opisem pierwszej nocy z medycyną, a ostatnia opowie o drugiej.




Czym jest Ayahuasca?

Zapewne część z Was słyszała już słowo Ayahuasca, a niektórzy z Was mieli z nią nawet styczność lub pragną się nią zainteresować jeszcze bardziej i zaprosić do swojego ciała. Jak ja mógłbym ją określić? Ayahuasca jest rośliną, która pochodzi (chyba) z dżungli amazońskiej, jednak nie rośnie wyłącznie tam. Dane mi było obcować z dwoma rodzajami – „dżunglą” amazońską oraz słowiańską rutą stepową. Roślina ta zawiera w sobie substancję psychoaktywną, którą jest DMT. Podczas rytuału podawana jest w formie płynu (wywaru). I mniej więcej tutaj kończy się moja wiedzy „merytoryczna” na jej temat. Więcej informacji znajdziecie w internecie. ;)


Czemu zdecydowałem się na udział w rytuale?

Doszedłem do momentu, w którym wiedziałem, że nie jestem w odpowiednim dla siebie miejscu i „umierałem” z każdym kolejnym dniem. Nie wiedziałem jednak, gdzie powinienem iść teraz, którą drogę wybrać, aby była dla mnie satysfakcjonująca i dawała mi szczęście oraz poczucie spełnienia. Większość prób, które podejmowałem były na chwilę, a po zderzeniu marzeń i wyobrażeń z rzeczywistością okazywało się, że „to nie to”. Na tym polega właśnie próbowanie i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jednak wiedziałem, że stoję w punkcie krytycznym i kolejną nietrafioną zmianę mogę przypłacić nie byle jakimi problemami natury psychicznej, a one pociągną za sobą w przepaść ciało fizyczne, co już zaczęło się dziać. O Ayahuasce trochę słyszałem, trochę czytałem, jednak przede wszystkim czułem, że skądś się znamy i powinniśmy przywitać się na nowo w tym wcieleniu.


Jak znalazłem odpowiednią osobę?

Rytuał Ayahuasci nie jest wydarzeniem, które może zorganizować sobie każdy, a z pewnością nie powinien. To potężna ceremonia, podczas której dzieją się prawdziwe cuda (niekoniecznie łatwe i przyjemne). Nie wyobrażam sobie, abym trafił, oddał się w ręce kogoś niekompetentnego, ponieważ mógłbym to przypłacić nawet własnym życiem. Magiczną kobietę szamana, która prowadziła mnie podczas tego rytuału, poleciła mi moja mentorka, przyjaciółka, której zaufałem już lata temu. Jednak nie opierałem się wyłącznie na nim, dlatego na kilka tygodni przed rytuałem skontaktowałem się z z tą piękną duszą i zadałem jej szereg pytań, aby ugłaskać wszystkie moje troski i niepewności. Tak, zostały uspokojone, a już po pierwszym przywitaniu usłyszałem, że trafiłem w dobre ręce.


Ile to trwało?

Możliwości były trzy – jedna noc, dwie lub trzy. Czułem, że jedna to za mało, abym pojął ogrom tego, co się wydarzyło i wiedziałem, że proces zmian nie zostanie w pełni zakończony. Tym bardziej, że do wyboru są dwa rodzaje medycyny – „dżungla” i „słowianka”, a jednej nocy nie mógłbym obcować z obiema. Perspektywa 3 nocy z medycyną była dla mnie zbyt enigmatyczna, przez co „przerażająca”, zważywszy na fakt, że nie wiedziałem, co mnie spotka i nie mogę się dowiedzieć (to bardzo indywidualny proces). Rekomendowane są dwa dni i właśnie na nie się zdecydowałem – w punkt.


Nie tylko Ayahuasca.

Ayahuasca nie jest jedyną medycyną, która była tam dostępna. Podczas tego weekendu poznałem i doświadczyłem, czym jest mapacho, rapee, krople sananga oraz kambo. Co o nich mogę powiedzieć? Mapacho – to tytoń, „papieros”, który nie szkodzi jak ogólnodostępne fajki, a wręcz przeciwnie – pomaga się uziemić, stanąć twardą stopą na ziemi i poczuć z nią jedność. Rapee – jest świętym, sproszkowanym na miał tytoniem – trochę jak tabaka – który jest wdmuchiwany do nosa przez szamana (lub zielarza, itp.) za pomocą specjalnej rurki. Tutaj działanie nie jest dla mnie tak oczywiste, ponieważ rodzajów rapee jest bardzo dużo, a każdy z nich działa inaczej. Fizycznie oczyszcza nozdrza (leczy zatoki), zaś metafizycznie… jest dla mnie strzałem skupienia w wyrażoną wcześniej intencję, która daje Ci możliwość poczucia swojego pytania, ale nie myślenia o nim mózgiem. To taki nagły przypływ bezwzględnego uspokojenia i skupienia. Sananga (krople)  – są to krople do oczu. Są też stosowane w medycynie tradycyjnej przy leczeniu jaskry, zaćmy, a nawet ślepoty. Fizycznie nie określiłbym ich jako najprzyjemniejszych, ponieważ pieką jakby dostało się tam coś ostrego. Jednak jest to specyficzne pieczenie. Oczyszcza widzenie kolorów świata i poprawia wzrok. Metafizycznie pozwala dostrzec więcej i wejść w głębszy stan medytacji i wizyjności. Kambo –  jad żaby amazońskiej. No i to jest najciekawsze z pozostałych. Dziwna odwaga we mnie wstąpiła, że odważyłem się zrobić dwa rytuały jednego weekendy. Ale poczułem, że dam radę, że to jest jak najbardziej dla mnie i przyniesie korzyści. Po pierwszej nocy Ayahuasci przekonałem się do aplikacji Kambo. Rytuał Kambo zamyka się w 3 dawkach, w których po kolei jest 5, 7 i 9 aplikacji. Kambo można nałożyć na 3 sposoby. Pierwszym z nich jest opcja, co tydzień jedna dawka. Drugim jest dzień po dniu. Trzecim – na wojownika”, co godzinę. Przed Kambo nie wolno jeść chyba 6 godzin. Przed Ayahuascą również, jednak historię o jedzeniu opowiem w drugiej części. Ponadto przed Kambo należy wypić 1,5l wody w ciągu 20 minut. Może na pierwszy rzut oka nie wygląda to jako nic trudnego, ale uwierzcie, że to wcale nie jest takie kolorowe, haha.


Następna część opowieści już niebawem. :)

0 wyświetlenia

milodzielo@gmail.com / +48 728 484 012 / Warszawa, Stara Miłosna