Szukaj
  • Miłosz Zaremba

Kambo.

Aktualizacja: 24 lis 2018


Kambo można nałożyć na 3 sposoby. Pierwszym z nich jest opcja, co tydzień jedna dawka. Drugim jest dzień po dniu. Trzecim – na wojownika”, co godzinę.


Czym jest Kambo?

Kambo jest amazońską żabą, której jad stosuje się podczas rytuału. Jad żaby jest zdejmowany z jej pleców, kiedy się ją wprowadzi w dyskomfort (no zdenerwuje się ją). Indianie mają na to swoje sposoby, które nie krzywdzą żadnej z nich i mają jasne zasady odnośnie tych, z których do tej pory pobrali. O ich tradycji możecie poczytać w internecie. Kambo jest substancją, której lekarze do tej pory nie potrafią do końca rozgryźć. Jej składu i działania na organizm człowieka. Kambo jest najsilniejszą znaną ludzkości szczepionką, naturalnym antybiotykiem na dolegliwości, czyścicielem z toksyn. Oczyszcza nie tylko ciało, ale również ducha. Odblokowuje okowy dualistycznego świata, poszerza percepcję, pozwala poznać lepiej swoje ciało i zrozumieć jego mechanizmy.


Jak przebiega rytuał?

Rytuał Kambo zamyka się w 3 dawkach, w których po kolei jest 5, 7 i 9 aplikacji. Kambo można nałożyć na 3 sposoby. Pierwszym z nich jest opcja, co tydzień jedna dawka. Drugim jest dzień po dniu. Trzecim – na wojownika”, co godzinę. Przed Kambo nie wolno jeść chyba 6 godzin. Przed Ayahuascą również, jednak historię o jedzeniu opowiem w drugiej części. Ponadto przed Kambo należy wypić 1,5l wody w ciągu 20 minut. Może na pierwszy rzut oka nie wygląda to jako nic trudnego, ale uwierzcie, że to wcale nie jest takie kolorowe, haha.


Rytuał odbywa się w obecności wyłącznie szamana w cichym, bezpiecznym miejscu – w tym przypadku w łazience. Jest to całkiem dogodne miejsce, ponieważ Kambo czyści Twoje ciało, wymioty są wskazane, a jest szansa, że i drugą stroną może polecieć. Jad żaby nakłada się na wypaloną skórę. Pierwszą seria trafia na ramię – wedle tradycji szamańskiej. Szaman wypala na ramieniu rozżarzonym patyczkiem 5 kropek. Następnie zdrapuje spaloną skórę i nakłada pierwszą kropkę, żeby zobaczyć, jak zachowuje się organizm. I tutaj relacje są najróżniejsze. W moim przypadku nie było to nic wielkiego – zrobiło mi się cieplej, serce przyspieszyło, a w głowie i oczach nieznacznie pulsowało. Czyli wszystko w porządku. Nałożył kolejne 4 aplikacje. Wtedy już poczułem większą moc. Pot wydobywał się z każdej komórki mojego ciała, w brzuchu bezlitośnie zacisnęło powodując wymioty wcześniej wypitą wodą, ciało spuchło, serce waliło, no i zrobiłem się czerwony. Czułem, jak fale ciepła przechodzą przez moje ciało, szukając źródła problemów fizycznych, których chciałem się pozbyć.


Zdarza się, że po Kambo człowiek idzie spać, bo tak jest zmęczony. Mi natomiast przybyło energii i byłem wręcz nadpobudliwy, haha. Wtedy zaproponowano mi, abym zrobił sekwencją na wojownika. Podjąłem się tego, jednak mój zapał nie był równomierny z gotowością – po pierwszej butelce poszedłem się zrzygać. Cóż, i tak już dużo atrakcji sobie zapodałem jak na jeden dzień.


Następną aplikację zapodałem sobie dopiero po drugiej nocy Ayahuasci. Poszliśmy ponownie na górę i tym razem było to 7 aplikacji. Rozżarzony patyk ponownie trafił na moje ramię, które nosi teraz 12 znaków. Ta dawka, pomimo większej ilości, nie wprawiła mnie w gorszy nastrój niż poprzednia. Tę również dobrze zniosłem, medytując podczas procesu uzdrawiania. Chwilę później wróciłem na podwórko, położyłem na hamaku i zbierałem siły na kolejne 1,5l wody. Tym razem nie udało mi się jej wypić w 20 minut, a prędzej 30, a i w jednej butelce zostały ze dwa duże łyki.


Pojawiła się pewna propozycja – z Kambo często robi się jakieś znaki lub symbole na ciele. 9 to już spora liczba, więc czemu by czegoś nie wymyślić? Wybrałem wzór serca, który wiąże się mocno z drugą nocą z medycyną. Rozważając rozmieszczenie kropek i wielkość serca, stwierdziliśmy, że powinniśmy dodać jeszcze dwie. No dobrze, zgodziłem się, dam radę przyjąć dwie więcej. Dopiero po rytuale dowiedziałem się, że finalnie na moje plecy trafiło 12 aplikacji.


Trzecia i ostatni dawka dotknęła mnie znacznie mocniej niż obie poprzednie w komplecie. Niby nic nie miało prawa ze mnie wychodzić, ponieważ nic nie jadłem i piłem wyłącznie tę wodę, a ponadto chwilę temu robiłem to samo. Nie do końca wiem, co zobaczyłem, jednak powiedziano mi, że to metale ciężkie, które tkwiły w moim ciele. I faktycznie tak wyglądały.


Moją intencją podczas rytuału Kambo było uzdrowienie zatok oraz przewodu pokarmowego. Jako niemowlak zatrzymałem się w rozwoju, przestałem rosnąć i zęby również powiedziały stop. Nie wiedzieli, o co chodzi i ostatnim cudem wpadł ktoś na pomysł, że to lamblie. Zniszczymy mi układ pokarmowy, co miało następstwo w dalszym życiu. Z zatokami miałem ten problem, że od dziecka miałem ich zapalenie. Nic nie pomagało. W ostatnim roku nabawiłem się nieustającego zapalenia wirusowego oraz bakteryjnego, a także gronkowca. Dzięki Kambo pozbyłem się tego problemu na pewien czas. Zapalenie zatok ponownie mnie atakuje, jednak wiem, że jest to silnie związane z psychiką.


Odkrywam się dalej.

92 wyświetlenia

milodzielo@gmail.com / +48 728 484 012 / Warszawa, Stara Miłosna