Zlodowacenie serca — rozmowa o odwadze, bliskości i decyzji, która zmienia wszystko
- milodzielo
- 20 lis
- 3 minut(y) czytania
W relacjach międzyludzkich często pojawia się przekonanie, że to druga osoba — partner, partnerka czy bliska relacja — ma moc roztopić nasz wewnętrzny lód. Że to spotkanie z kimś „właściwym” sprawi, że serce zacznie znów czuć, ufać, kochać.
Ale czy to naprawdę tak działa?
O tym rozmawiam dziś z Miłoszem Zarembą — o odwróceniu wektora odpowiedzialności i odnalezieniu ciepła wewnątrz siebie.
Rozmowa: Miłosz Zaremba & Sztuczna Inteligencja
AI:
Poruszyłeś temat „energetycznego i emocjonalnego zlodowacenia serca”. Co masz na myśli?
Miłosz:
Widzę dziś, że wiele osób żyje w oczekiwaniu, że to ktoś roztopi ich lód — że ta druga osoba da impuls, aby otworzyć serce. A ja mam coraz mocniejsze przeczucie, że ten kierunek bywa pułapką.
Relacja może nas wspierać, to prawda. Druga osoba może stworzyć przestrzeń bezpieczeństwa, zrozumienia, czułości. Ale decyzja o roztopieniu lodu — decyzja o skruszeniu skały — zawsze wychodzi z wnętrza nas samych.
I gdyby odwrócić wektor, zanim spojrzymy na partnera z oczekiwaniem „pomóż mi się otworzyć”, warto powiedzieć sobie:
„To ja roztapiam lód. Wychodzę do Ciebie bez obrony”.
To jest dojrzała miłość.
AI:
Co pomaga podjąć taką decyzję? Jakie wewnętrzne procesy prowadzą do otwarcia?
Miłosz:
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to konfrontacja z własnymi lękami i cieniami.
Bo jeśli nie wiemy, czego się boimy, to nie damy sercu informacji, że może się otworzyć.
Jeśli kompensujemy lęki obecnością drugiej osoby, to nie jest bliskość — to jest ucieczka przebrana za miłość.
Nawet jeśli mamy za sobą pracę terapeutyczną, to wciąż możemy odczuwać wrażliwość i chęć ochrony siebie. To naturalne. To nie musi znaczyć, że jest w nas ogromna trauma — często oznacza po prostu, że jesteśmy świadomi, delikatni, uważni na swoje granice.
Ale lęk przed miłością, lęk przed bliskością — to są realne blokady.
A kiedy ktoś jeszcze nie przepracował swoich ran, to trzeba wejść jeszcze głębiej: dotknąć bólu, zobaczyć siebie, stanąć w prawdzie.
I dopiero wtedy słońce zaczyna przebijać się przez chmury.
Wewnętrzny mur zaczyna mięknąć.
Lód się topi.
AI:
A jakie praktyczne kroki mogą pomóc w przełamywaniu tego lodu? Co można zrobić „tu i teraz”?
Miłosz:
Wbrew pozorom — dużo. I to w prosty, łagodny sposób.
Uważność na ciało — nie poprzez „analizę”, tylko czucie.
Świadome spacery, podczas których pozwalamy myślom płynąć bez kontroli.
Kontakt z naturą, który naturalnie obniża napięcie emocjonalne.
Muzyka, która omija mental i wchodzi prosto w emocje.
Prowadzenie dziennika uczuć, nawet w formie krótkich zdań.
Pozwalanie sobie na bycie powolnym, bez presji natychmiastowego efektu.
I oczywiście, jeśli potrzeba, wsparcie terapeutyczne.
To nie znak słabości — wręcz przeciwnie, znak że zależy nam na jakości relacji, którą tworzymy.
AI:
A co zrobić w chwilach zwątpienia? Gdy lęk wraca, mimo że już nad sobą pracujemy?
Miłosz:
Najgorsze, co możemy zrobić, to wpaść w poczucie winy.
Bo proces otwierania się nie jest linią prostą — to fala. Raz jesteśmy w pełni odwagi i światła, a innym razem wraca chłód, który był kiedyś dobrze nam znany.
W takich momentach pomaga łagodność wobec siebie.
Podejście: „to tylko fala, nie regres”.
Zatrzymanie się, wzięcie oddechu, zauważenie emocji — ale bez nakładania na siebie presji, że „powinienem już być dalej”.
Ta życzliwość wobec siebie jest kluczem.
Bo to właśnie ona chroni przed zamykaniem się ponownie.
AI:
Gdybyś miał zamknąć tę myśl w jednym przesłaniu — co powiedziałbyś o zlodowaceniu serca i otwieraniu się na drugą osobę?
Miłosz:
Powiedziałbym tak:
Druga osoba może być ciepłem, ale to my jesteśmy słońcem.
To my podejmujemy decyzję o roztopieniu lodu.
A kiedy robimy to z odwagą i świadomością, otwieramy drzwi do relacji, która nie jest zależnością, lecz prawdziwą, wolną bliskością.
Jeżeli czujesz, że ten temat rezonuje z Tobą, jeśli chcesz pracować nad otwarciem serca, uwolnieniem blokad emocjonalnych, odzyskaniem przepływu i lekkości — zapraszam Cię do skorzystania z sesji energoterapeutycznej.
Pracujemy spokojnie, uważnie i bez presji.
Z czułością. Z intencją powrotu do siebie.
Z miłością,
Miłosz Zaremba